Login: Hasło:
Strona główna > Konkurs na przekład literacki - I edycja


Pajacyk!
Konkurs na przekład literacki - I edycja

Konkurs został rozstrzygnięty

Jury konkursu na przekład literacki przyznało I nagrodę za tłumaczenie wiersza fińsko-szwedzkiego poety Elmera Dictoniusa pt. "Big and Little Me" Aleksandrowi Pietrakowi, uczniowi IB1 I SLO z Maturą Międzynarodową im. Ingmara Bergmana, oraz wyróżnienie - Alicji Żurawińskiej, uczennicy 1 klasy WLH im. Jacka Kuronia. OBOJGU NAGRODZONYM SERDECZNIE GRATULUJEMY! II edycja zawodów translatorskich odbędzie się w przyszłym roku szkolnym. Zapraszamy do tłumaczeń!

Elmer Dictonius

Duży i mały ja


I.


Jednej wiosny poszedłem w świat

by Scriabina zgładzić

wygnać tego zniewieściałego Debussy’ego

za ogon chwycić Schönberga

(napisał mi, że jest konserwatystą

ten gnojek!)

Miałem już kilka piosenek

śpiewak co się słania na nogach eksplodujący krytyk

(zaraz po usłyszeniu tego zmarła stara kurwa)

symfonie-dynamity w tylnej mojej kieszeni

Instruktora ostatnie czułe słowa:

Bolszewicka muzyka

akustyczna nie-muzyka

Bez skierowania doktora widziany dojrzały do wariatkowa

a więc geniusz!


II. 


Paryż

Paryż zgnile-cuchnąco-przepiękny

Pisarze od Strindberga

tawerna stara — piwo — 

„Nawet pić nie potrafią” —

rzekł ktoś.

Kompozytorzy — dobrze

Malarze — hmm...

Wrażenie najbardziej uderzające: 

na bulwarze St Michel stara kurwa

rozpięła poły płaszcza

goła, tylko czarne, długie pończochy

zimowa noc z pogodą ohydną i lodowatymi gwiazdami.

Zmroziło mi duszę i chciałem mordować.


III.


Nad zielonkawymi falami kanału co syczą

za klifami Dover z kruchej kredy w kolorze żółtego sera

ekspresem gdzie naprzeciwko

umierając kaszlała pielęgniarka

(tuberkuloza lub zatrucie gazem)

na Victoria Station, gdzie kobieta którą kochałem 

dla której podróżowałem do której dążyłem

rzekła: Czemu pan przyjeżdża? Już pana nie kocham. 

W ciemnym domu z nią walczyłem

2 tygodnie

żułem dywany odkryłem śmiech przez łzy 

przegrałem i wygrałem.


IV.


Do East endu;

do śmierdzących zarazą rybnych straganów 

złamanych robotników

kurew syfilitycznych

do kłamstw chrześcijańskich Żołnierzy Zbawienia

do mdlącej pustki głodu

do komunistów na rogach ulic

do szaleństwa picia

całego ubóstwa rozpaczy 

(ta kobieta przy mnie zawsze;

jak me serce)

aż do teraz

kiedy poprzez kłamstwa widząc

(ja chcesz je nazywaj społeczeństwo religia sztuka 

ja sam)

stoję tu jak jestem

(bez muzyki bez piękna

z twardymi słowami

co mój dynamit rewolucyjny karmią)

po to by iść dalej jutro.



Wielki i mały ja (2)


I.


Tamtej nocy tamtej nocy:

niebo jak głęboka czarna dziura

bez gwiazd

i ja

pobity

czołgam się na krwawiących, przednich łapach

do ciemnego legowiska. 

Tamtej nocy wszystko było stracone.

Tamtej nocy odnalazłem siebie. 


II.


Weź mnie całego

nie wylizuj mojej krwi.

Nie ma we mnie kartki

z napisem: dobrej zabawy.

Jak przeżułbyś coś

co ostrym zębom tylko ustępuje.

Rozgryziesz ich? —

których ja nie rozgryzłem?


III.


Życie sieje ziarna w mojej dłoni

a ja je rzucam na ziemię.

Czy wzejdą? czy wzrosną?

czy ujrzę jak mój plon dojrzewa?

Pragnę tego

tak jak drzewo pragnie zakwitnąć

ale coś mi mówi

że w moim prochu

ziarno mego serca

znajdzie moją glebę


IV. 


Czułość nocy 

nie zgadza się wcale

z moją naturą

jam stalą nasycony — 

krajobraz

słabo paraliżujący

(czyż jestem kompletną sprzecznością?)

Me w strzępy przystrzyżone nasiona myśli

drą ciemność na pasy — 

boże mój: spadła gwiazda!


V. 


Po nocnym deszczu słoneczna gleba 

parująca

pachnąca rześko,

po szarym mroku jak dzień wyraźna —

jej stal

obiera serce z żałości —

czarne plecy mrówek 

kołyszą się rytmicznie

na ich głównych drogach — 

podobnie rytmiczny

mój umysł zabiera się do pracy.


VI.


Moją duszę do czystości wymyły łzy

w mojej duszy cierpienie wyorało swe bruzdy

przez moją twarz przepłynęło życie

żłobiąc swoje rzeczne koryta.

Jak stary jestem? jak młody —

nie wiem — 

jestem szczątkami życia

które żyjąc trzepoczą.


VII.


Widzisz: ja tańczę! —

widzisz moje serce stoi otwarte

i zanurzam me palce

w me serce

i krwią piszę:

Widzisz: ja tańczę! —

to taniec zdobywcy

taniec bogów

zawrót głowy stawania się — 

Widzisz: ja tańczę! —

człowiekiem byłem? żyłem? umarłem? — 

świat jest zbyt lekki — zarzuć mi wszechświat

na ramiona — 

gdyż, Widzisz:

ja tańczę! 


VIII. 


Gdy umrę

delikatne dłonie kobiece

wieniec nałożą

na moje czoło

a nie laur — 

dzikie leśne kwiaty

które więdną

szybko jak ja.

I uśmiechnę się.

I niebo spojrzy na mnie 

ponad swymi ramionami

i powie:

spójrzcie: wojownik uśmiecha się przez sen — 

on jest zdobywcą.


IX.


Było poezją co napisałem? — 

myślałem, że eksploduję 

i ciskam mój odłamek żelaza 

w świat.

Naprawdę, chciałem nawet:

siać niezgodę

wywoływać niezadowolenie

wgryzać się niechętnie w straszliwe skoki — 

ale większość tego było być może „koniecznością”.

Moja świętość:

że byłem łatwopalny.


X.


Nie dość jestem pretensjonalny, by zwać to poezją. 

Pieśni, twarde pieśni —

jeśli nie masz głosu, by je śpiewać

przeklnij je

(przeklinam z pięknem, mówię

w moim starym artystycznym zwyczaju). 

Z świtającego bezkształtu

powstaje sens. 

Jeśli szukasz we mnie kwiatu, będziesz zgubiony — 

jestem tylko ziarnem. 

 

XI


Zdobywcy szerokie skrzydła niosą mnie!

Świat wyśmiewa mą pracę? — 

jednego dnia

uśmiechną się nad nią

bez goryczy. 

Wszystko wydrukowane i napisane:

na płaszczu podróżnego kurz z drogi. 

I teraz już pcham 

(początek mojej jaźni)

szczyt moich perspektyw:

Cantus firmus kucia:

spłonął

a jednak zabrzmiał!


Przeł. z j. angielskiego - Aleksander Pietrak

 

 

Elmer Rafael Dictonius

List do uczniów Benjamina Mier-Cruza i wiersz Dictoniusa

Regulamin konkursu


Dokument dodał/a: Krzyś Sikora
Ostatnia edycja: Agata Patalas / 08:59 23/06/2011